Płyty dnia w Radio Divertimento prezentowane w 7 tygodniu 2026,
od poniedziałku 9 lutego do piątku 13 lutego.
Słuchamy o godz. 2:00 i 10:00, oraz o godz. 17:00.
Powtórki w nocnym maratonie płytowym, w niedzielę 15 lutego od godz. 2:00.
| GOYA | SCISSOR SISTERS | ANDRZEJ SIEWIERSKI | AQUA | TAM HARROW |

- 01. Mój
- 02. West
- 03. East
- 04. Smak Słów
- 05. Trudne Pytania
- 06. Jak…
- 07. Wiem
- 08. Było Minęło
- 09. Spiesz Się
- 10. Nie Potrzeba Mi Nic
- 11. Posłuchaj
GOYA – Smak słów (2005)
To album, który pokazuje Goyę w momencie szczególnej dojrzałości twórczej. „Smak słów” w tej wersji nie jest płytą przebojową ani radiową — to raczej intymny, nastrojowy zapis emocji, zbudowany na delikatnych gitarach, subtelnej elektronice i charakterystycznym, miękkim głosie Magdy Wójcik. To muzyka, która nie próbuje być głośna ani efektowna. Ona raczej wchodzi pod skórę, powoli, z czułością.
Album otwiera się utworem „Mój”, który od razu wprowadza w klimat całości: spokojny, lekko zamglony, z melancholią, która nie przytłacza, lecz koi. Kolejne kompozycje — „West” i „East” — tworzą wrażenie podróży, ale nie geograficznej, tylko emocjonalnej. To jakby dwa kierunki patrzenia na siebie i na świat, dwie strony tej samej wrażliwości.
Tytułowy „Smak słów” jest sercem albumu. To piosenka o tym, jak ważne są słowa — te wypowiedziane i te przemilczane. O tym, że czasem jedno zdanie potrafi zmienić wszystko, a czasem brakuje słów, by powiedzieć to, co najważniejsze. W tej kompozycji słychać całą esencję Goyi: delikatność, szczerość i emocjonalną prawdę.
„Trudne pytania” i „Jak…” rozwijają ten nastrój, prowadząc słuchacza przez refleksje nad relacjami, nad tym, co było i co mogło być. „Wiem” i „Było minęło” mają w sobie coś z pogodzenia się z przeszłością — nie rezygnacji, lecz akceptacji. To piosenki, które brzmią jak rozmowa z samym sobą, prowadzona późnym wieczorem, kiedy świat cichnie.
„Spiesz się” wnosi odrobinę światła — to utwór o tym, że życie jest krótkie, a chwile, które mamy, są warte pielęgnowania. „Nie potrzeba mi nic” jest jak oddech ulgi, jak moment, w którym człowiek uświadamia sobie, że najważniejsze rzeczy są proste. Album zamyka „Posłuchaj” — spokojny, miękki finał, który zostawia słuchacza w stanie wyciszenia.
Całość jest niezwykle spójna. „Smak słów” w tej wersji to płyta, którą najlepiej słucha się w całości, od początku do końca, jak jednego opowiadania. To album o emocjach, które nie krzyczą, lecz trwają — ciche, ale prawdziwe.
Magda Wójcik jest sercem i duszą Goyi. Jej głos jest natychmiast rozpoznawalny: miękki, ciepły, lekko zamglony, jakby niósł w sobie odrobinę tęsknoty nawet wtedy, gdy śpiewa o czymś jasnym. To wokalistka, która nie potrzebuje popisów ani krzyku. Jej siła tkwi w subtelności, w naturalności, w tym, że śpiewa tak, jakby opowiadała historię tylko jednej osobie.
W Goyi od początku była nie tylko wokalistką, ale też współautorką tekstów i współkompozytorką. Jej wrażliwość ukształtowała brzmienie zespołu: delikatne, pastelowe, emocjonalne, ale jednocześnie bardzo świadome i dojrzałe. Wizerunek Magdy zawsze był spójny z jej muzyką — skromny, naturalny, pozbawiony sztuczności. Nigdy nie próbowała być gwiazdą w sensie estradowym; była artystką, która stawia emocje ponad efekty.
W jej śpiewie jest coś, co trudno zdefiniować — rodzaj ciepła, które sprawia, że nawet smutne piosenki brzmią jak rozmowa z kimś bliskim. To właśnie dlatego Goya znalazła swoje miejsce w polskiej muzyce: nie przez krzyk, lecz przez ciszę; nie przez spektakl, lecz przez szczerość.
Zespół Goya to oczywiście obok Magdy Wójcik, Mariusz Szypura – kompozycje, produkcja, oraz Rafał Gorączkowski – instrumenty, produkcja.

- 01. Laura
- 02. Take Your Mama
- 03. Comfortably Numb
- 04. Mary
- 05. Lovers In The Backseat
- 06. T*ts On The Radio
- 07. Filthy/Gorgeous
- 08. Music Is The Victim
- 09. Better Luck
- 10. It Can’t Come Quickly Enough
- 11. Return To Oz
SCISSOR SISTERS – Scissor Sisters (2004)
To płyta, która w chwili premiery była jak eksplozja koloru, energii i queerowej odwagi w świecie muzyki gitarowej początku XXI wieku. Album, który wywrócił pop do góry nogami w dniu debiutu zespołu, „Scissor Sisters” z 2004 roku był jak otwarcie drzwi do zupełnie innego świata — świata, w którym glam rock, disco, electroclash i kampowa teatralność mogły współistnieć w absolutnej harmonii.
To płyta, która nie przypominała niczego, co wówczas dominowało na listach przebojów. W czasach, gdy rock alternatywny i indie były na szczycie, Scissor Sisters weszli z czymś, co brzmiało jak David Bowie, Elton John, Bee Gees i klubowy Nowy Jork wrzuceni do jednego tygla i podkręceni do maksimum.
Album otwiera „Laura”, utwór pełen nerwu, ironii i teatralnego zacięcia, który od razu pokazuje, że ten zespół nie zamierza grać bezpiecznie. „Take Your Mama” to z kolei hołd dla klasycznego popu lat 70., z melodią tak ciepłą i rozbrajającą, że trudno jej nie pokochać. Jednym z najbardziej zaskakujących momentów albumu jest ich reinterpretacja „Comfortably Numb” Pink Floyd — zamieniona w falsetowy, disco‑glamowy hymn, który jednych oburzył, a innych zachwycił.
„Mary” przynosi melancholię i wzruszenie, pokazując, że zespół potrafi być nie tylko kampowy, ale też głęboko emocjonalny. „Filthy/Gorgeous” to już czysta klubowa energia — brudna, seksualna, pełna queerowej pewności siebie, która stała się jednym z największych hymnów społeczności LGBT tamtych lat. Cały album jest jak kalejdoskop — zmienia się z utworu na utwór, ale pozostaje absolutnie spójny dzięki charakterystycznemu brzmieniu i osobowościom jego twórców.
To płyta, która w Wielkiej Brytanii stała się gigantycznym sukcesem — numerem jeden, najlepiej sprzedającym się albumem roku, wielokrotnie platynowym. W USA przeszła bardziej niszowo, ale to tylko podkreśliło jej status kultowego debiutu, który nie próbował się nikomu przypodobać. To album, który trzeba było usłyszeć, żeby zrozumieć, jak szeroko może rozciągać się pojęcie popu.
Scissor Sisters to grupa, która powstała w Nowym Jorku, ale ich duch jest bardziej londyński niż amerykański — pełen teatralności, kampu, queerowej odwagi i artystycznej wolności. Na czele zespołu stoją dwie charyzmatyczne postacie: Jake Shears i Ana Matronic.
Jake Shears to wokalista o niezwykłej energii scenicznej, falsetowym głosie i odwadze, która od początku definiowała zespół. Jego styl to połączenie glam rockowego ekscentryka, klubowego performera i klasycznego popowego showmana. W jego śpiewie słychać zarówno Bowiego, jak i Bee Gees, ale zawsze z własnym, niepodrabialnym charakterem.
Ana Matronic jest jego idealnym kontrapunktem — silna, teatralna, pełna humoru i dystansu. Jej głos i osobowość dodają zespołowi kobiecej energii, ale nie w roli „dodatku”, tylko równorzędnej siły twórczej. To ona wprowadza do zespołu element kabaretu, burleski i queerowej sztuki performance.
Obok nich stoją muzycy, którzy tworzą fundament brzmienia: Babydaddy, odpowiedzialny za produkcję i instrumentarium, Del Marquis z charakterystyczną gitarą oraz Paddy Boom na perkusji. Razem stworzyli zespół, który nie bał się mieszać gatunków, stylów i estetyk, tworząc coś, co było jednocześnie nostalgiczne i nowoczesne.
Scissor Sisters od początku byli zespołem, który nie tylko grał muzykę — oni tworzyli świat. Świat pełen koloru, wolności, zabawy, ale też emocji i melancholii. Ich debiutancki album jest tego najlepszym dowodem: to płyta, która nie starzeje się, bo nie była produktem trendów, lecz wyrazem czystej, nieokiełznanej kreatywności.

- 01. For Every Heart
- 02. Smutne Oczy Borderline
- 03. Na Ulicy
- 04. Zwiędłe Kwiaty
- 05. Na Ławce
- 06. Jak Cię Pokochać Dziewczyno
- 07. Czeka Na Mnie Świat
- 08. USA
- 09. Samotny Żagiel
- 10. Wiem Że Cię Kiedyś Znajdę
ANDRZEJ SIEWIERSKI – Samotny Żagiel (2008)
„Samotny żagiel” to album niezwykły, bo jest to płyta, która ukazała się piętnaście lat po śmierci Andrzeja Siewierskiego, wokalisty zespołu Madame, jednej z najważniejszych formacji polskiej zimnej fali lat 80. To wydawnictwo jest jak otwarcie szkatułki z czasów, które już minęły, ale wciąż pulsują emocjami. Materiał powstał w latach 80., lecz dopiero w 2008 roku został zebrany, opracowany i wydany — z szacunkiem, z czułością, z poczuciem, że to coś więcej niż archiwum. To świadectwo artysty, który nie zdążył opowiedzieć wszystkiego, co miał w sobie.
Album ma w sobie atmosferę tamtej epoki: chłód, melancholię, poetycką mgłę, charakterystyczną dla polskiej nowej fali. To muzyka, która nie próbuje być przebojowa — ona jest szczera, intymna, pełna niepokoju i refleksji. Słychać w niej zarówno wpływy zimnej fali, jak i bardziej lirycznych, balladowych poszukiwań. Głos Siewierskiego jest tu najważniejszy: głęboki, lekko zachrypnięty, pełen emocji, które nie są podane wprost, lecz ukryte między wersami. To śpiew człowieka, który widzi świat w półcieniach, który czuje więcej, niż mówi.
„Samotny żagiel” jest albumem bardzo osobistym. To płyta o samotności, o poszukiwaniu sensu, o próbie odnalezienia swojego miejsca w świecie, który bywa zimny i obojętny. Jest w niej coś z poezji, coś z pamiętnika, coś z krzyku tłumionego przez lata. To muzyka, która nie starzeje się, bo nie była tworzona z myślą o modzie — była tworzona z potrzeby serca.
Słuchając tej płyty, ma się wrażenie, że obcuje się z kimś, kto mówi do nas z innego czasu, ale mówi rzeczy wciąż aktualne. To album, który zostawia ślad — nie przez głośność, lecz przez prawdę.
Andrzej Siewierski to postać wyjątkowa, choć wciąż zbyt mało znana poza kręgiem miłośników polskiej nowej fali. Był wokalistą, poetą, autorem tekstów, współtwórcą zespołu Madame, który w latach 80. stał się jednym z najważniejszych zjawisk polskiej sceny alternatywnej. Jego głos i sposób interpretacji były absolutnie niepodrabialne: mroczne, emocjonalne, pełne napięcia, a jednocześnie niezwykle wrażliwe.
Siewierski był artystą, który nie szukał łatwych rozwiązań. Jego teksty były poetyckie, metaforyczne, często mroczne, ale nigdy banalne. W jego śpiewie było coś z teatralności, ale nie tej przesadzonej — raczej z wewnętrznego dramatu, który wybrzmiewał w każdym wersie. Był człowiekiem, który nosił w sobie ogromną wrażliwość, a jednocześnie pewien rodzaj melancholii, która stała się znakiem rozpoznawczym jego twórczości.
Zmarł tragicznie w 1996 roku, mając zaledwie 33 lata. Jego odejście przerwało drogę artystyczną, która mogła potoczyć się w wielu kierunkach. Dlatego „Samotny żagiel” jest tak ważny — to nie tylko album, to ostatni głos artysty, który nie zdążył powiedzieć wszystkiego. To album, który pozwala usłyszeć Andrzeja Siewierskiego jeszcze raz — tak, jakby wrócił na chwilę, by dokończyć swoją opowieść. To płyta, która nie jest tylko muzyką. To dokument emocji, czasów, człowieka. To świadectwo artysty, który żył intensywnie, czuł głęboko i zostawił po sobie coś, co wciąż porusza.
I zapewne, ktoś zapyta o okładkę, dlaczego AZYL P…?
Okładka „Samotnego żagla” jest wizualnym hołdem dla całej drogi artystycznej Siewierskiego. Napis „Azyl P” na żaglu symbolizuje:
– jego początki,
– jego pierwsze muzyczne doświadczenia,
– fundament, z którego wyrósł późniejszy, mroczniejszy i bardziej poetycki styl Madame.
W kontekście tytułu albumu „Samotny żagiel” ten detal nabiera jeszcze większej mocy. To nie jest żagiel anonimowy. To żagiel, który niesie historię.
Ten napis „Azyl P” na żaglu nie jest przypadkiem, ozdobą ani błędem. To świadome, głęboko symboliczne nawiązanie do zespołu, z którym Andrzej Siewierski był związany przed Madame. To właśnie Azyl P był jego pierwszym poważnym zespołem i to tam zaczęła się jego droga jako wokalisty, autora tekstów i scenicznej osobowości.

- 01. Back To The 80´s
- 02. My Mamma Said
- 03. Live Fast Die Young
- 04. Happy Boys And Girls
- 05. Barbie Girl
- 06. Around The World
- 07. Doctor Jones
- 08. Aquarius
- 09. Cuba Libre
- 10. Lollipop
- 11. Cartoon Heroes
- 12. Be A Man
- 13. My Oh My
- 14. Freaky Friday
- 15. We Belong To The Sea
- 16. Roses Are Red
- 17. Halloween
- 18. Turn Back Time
- 19. Goodbye To The Circus
AQUA – Greatest Hits (2009)
Ten album jest jak otwarcie pudełka z neonowymi wspomnieniami końca lat 90. i początku 2000. „Greatest Hits” ukazało się w 2009 roku jako oficjalne podsumowanie dotychczasowej kariery Aqua — zespołu, który wdarł się na światowe listy przebojów z energią, która była jednocześnie kiczowata, przebojowa, inteligentna i kompletnie nie do podrobienia.
To wydawnictwo zbiera wszystkie ich największe hity: od „Barbie Girl”, przez „Doctor Jones”, „Turn Back Time”, aż po „Cartoon Heroes” i „Around the World”. Ale to nie tylko składanka — to także symboliczny powrót po latach przerwy. Aqua w 2009 roku była już innym zespołem: dojrzalszym, bardziej świadomym, ale wciąż wiernym swojej estetyce zabawy, kampu i popowej teatralności.
Album zawiera również nowe nagrania, stworzone specjalnie na tę kompilację. To był sygnał, że Aqua nie zamierza być jedynie wspomnieniem lat 90., lecz żywym zespołem, który potrafi bawić się własnym dziedzictwem i nadal tworzyć muzykę pełną energii.
„Greatest Hits” słucha się jak podróży przez świat, który Aqua zbudowała na własnych zasadach: kolorowy, przerysowany, pełen humoru, ale też zaskakująco emocjonalny. Bo choć Aqua kojarzy się z zabawą, ich ballady — jak „Turn Back Time” — pokazują, że potrafili być również subtelni i szczerzy.
To album, który przypomina, że Aqua była jednym z najważniejszych zespołów popowych końca lat 90. — nie dlatego, że byli „śmieszni”, ale dlatego, że byli odważni. W czasach, gdy pop próbował być poważny, oni mieli odwagę być kolorowi, kampowi i absolutnie bezkompromisowi.
Aqua to duński zespół, który powstał w 1989 roku, choć świat poznał ich dopiero w drugiej połowie lat 90. To grupa, która stworzyła własny język popu — połączenie eurodance’u, bubblegum popu, teatralności i humoru, który balansował na granicy pastiszu, ale nigdy nie przekraczał jej w sposób banalny.
W centrum Aqua stoją dwie osobowości: Lene Nystrøm i René Dif.
Lene — charyzmatyczna, zadziorna, o głosie, który potrafił być jednocześnie dziewczęcy i drapieżny. René — z charakterystycznym, pół-rapowanym, pół-mówionym stylem, który nadawał piosenkom Aqua teatralny, komiksowy charakter. Razem tworzyli duet, który był jak dwie strony tej samej historii: ona — melodyjna, emocjonalna; on — przerysowany, zabawny, pełen energii.
Za brzmieniem Aqua stali również Søren Rasted i Claus Norreen, którzy odpowiadali za produkcję, kompozycje i cały muzyczny świat zespołu. To oni stworzyli ten charakterystyczny miks eurodance’owych beatów, syntezatorowych melodii i popowej lekkości, który stał się znakiem rozpoznawczym Aqua.
Zespół zdobył światową sławę dzięki albumowi „Aquarium” (1997), który sprzedał się w milionach egzemplarzy i uczynił ich jednym z najpopularniejszych zespołów popowych końca dekady. Ich teledyski były jak animowane filmy — kolorowe, przerysowane, pełne humoru i autoironii. Aqua nigdy nie udawała, że jest czymś innym niż jest: zespołem, który kocha zabawę, popkulturę i teatralność.
Po przerwie w latach 2001–2007 wrócili dojrzalsi, ale wciąż wierni swojej estetyce. „Greatest Hits” było ich symbolicznym powrotem — przypomnieniem światu, że Aqua to nie tylko „Barbie Girl”, ale cały świat muzyczny, który miał ogromny wpływ na pop tamtych lat.

- 01. Incredible
- 02. I Look Into Your Eyes
- 03. Not Today Not Tonight
- 04. Toledo
- 05. Fixation
- 06. It Wont Happen Again
- 07. Idiot
- 08. I Wont Let You Down
- 09. I Love You So
- 10. I Was Hungry
- 11. You DJ You Rock
- 12. Kept Boy
TAM HARROW – Incredible Idiot (2015)
„Incredible Idiot” (Niesamowity idiota) to album, który w świecie italo‑disco i euro‑disco ma status czegoś w rodzaju żartu, pastiszu i hołdu jednocześnie. A jednocześnie jest to projekt, który można w pełni zrozumieć dopiero wtedy, gdy zna się Tama Harrowa, jego genezę i jego relację z Denem Harrowem — bo to właśnie z tej relacji wyrasta cały sens tej płyty.
„Incredible Idiot” to album, który powstał z połączenia nostalgii, ironii i świadomej gry z historią italo‑disco. To płyta, która nie udaje niczego: jest przerysowana, kampowa, pełna humoru, ale jednocześnie zaskakująco dopracowana muzycznie. To projekt, który bawi się konwencją, ale robi to z miłością do gatunku, a nie z pogardy.
Brzmieniowo album jest jak podróż do połowy lat 80. — syntezatory, sekwencery, charakterystyczne basy, dramatyczne akordy i wokal, który celowo balansuje między powagą a pastiszem. To nie jest rekonstrukcja retro, to raczej świadome odtworzenie klimatu, z przymrużeniem oka, ale z pełnym szacunkiem dla epoki.
„Incredible Idiot” jest albumem bardzo kolorowym. Słychać w nim echa Savage’a, Den Harrowa, Baltimory, Fun Fun, Radioramy — ale wszystko jest podane w sposób lekko prześmiewczy, jakby Tam Harrow mówił: „Tak, wiem, że to kicz. Ale to mój kicz. I kocham go”.
W warstwie tekstowej album jest pełen autoironii. Tytuł „Incredible Idiot” jest manifestem — to świadome przyjęcie roli „idioty popkultury”, który nie boi się śmieszności, bo wie, że w niej tkwi siła. To płyta, która nie próbuje być poważna, ale paradoksalnie właśnie przez to staje się szczera.
Muzycznie album jest zaskakująco solidny. Produkcja jest czysta, dopracowana, pełna smaczków, które doceni każdy fan italo‑disco. To nie jest amatorski projekt — to praca ludzi, którzy naprawdę znają ten gatunek i potrafią go odtworzyć z chirurgiczną precyzją.
„Incredible Idiot” jest więc czymś więcej niż żartem. To hołd dla epoki, która była jednocześnie kiczowata i piękna. To album, który można traktować jako pastisz, ale też jako pełnoprawne wydawnictwo muzyczne.
Tam Harrow to alter ego Toma Hookera, amerykańskiego wokalisty, który w latach 80. był jednym z najważniejszych głosów italo‑disco. To on śpiewał większość największych hitów Dena Harrowa — choć przez lata pozostawał w cieniu, bo Den Harrow był projektem wizerunkowym, a nie wokalnym.
W latach 80. Tom Hooker był „duchem” stojącym za Denem Harrowem. To jego głos brzmiał w takich hitach jak „Don’t Break My Heart”, „Future Brain”, „Bad Boy”, „Catch the Fox” czy „Mad Desire”. Den Harrow — postać grana przez Stefano Zandriego — był tylko twarzą projektu.
Po latach Hooker postanowił odzyskać swoją historię. I właśnie wtedy narodził się Tam Harrow — postać będąca jednocześnie:
– parodią Dena Harrowa,
– komentarzem do tamtej epoki,
– autoironicznym hołdem dla samego siebie,
– i sposobem na opowiedzenie prawdy o kulisach italo‑disco.
Tam Harrow to więc świadome alter ego, które pozwoliło Hookerowi mówić rzeczy, których nie mógł powiedzieć jako „Tom Hooker”. To maska, która odsłania, a nie ukrywa.
W teledyskach Tam Harrow jest przerysowany, teatralny, kiczowaty — dokładnie taki, jakim był Den Harrow, ale tym razem z pełną świadomością i kontrolą artysty. To rodzaj zemsty, ale zemsty eleganckiej, zabawnej i twórczej.
Dlaczego „Incredible Idiot” jest ważny?
Bo to album, który zamyka pewien rozdział historii italo‑disco.
To płyta, w której Tom Hooker wreszcie mógł być sobą — i jednocześnie zagrać rolę, którą przez lata grał ktoś inny, korzystając z jego głosu. To także album, który pokazuje, że italo‑disco nie musi być muzealnym eksponatem. Może być żywe, zabawne, autoironiczne i wciąż pełne energii.
„Incredible Idiot” jest więc nie tylko muzyką. To komentarz. To manifest. To opowieść o artyście, który odzyskał swoją historię — i zrobił to w sposób błyskotliwy.
Jeśli chcesz usłyszeć wybraną przez Ciebie płytę w Radio Divertimento, w cyklu „Płyta Dnia”, po prostu w komentarzu wpisz jej tytuł i wykonawcę. Komentarze wyłącznie z propozycjami, jeśli chcesz zostawić nam wiadomość, zapraszamy do formularza kontaktowego lub Księgi Gości. Propozycje pod tym postem można zamieszczać przez 6 dni do czasu publikacji nowego posta, lub napisać do nas email, albo zostawić poniżej w wiadomości GG.
If you would like to request an album to be featured on Radio Divertimento’s „Album of the Day” series, simply leave a comment below with the title and artist. Please only use the comments for album requests. If you’d like to leave us a message, please use our contact form or guestbook. You can submit your suggestions on this post for 6 days until a new one is published, or you can email us or leave a message on GG.
Płyty na podstawie zgłoszeń słuchaczy przygotowuje Arkady.
Audycję realizuje Krzysiek „Michnick„, prezentuje Żaneta i Marek.
Opisy opracował zespół portalu: Info Music Radio Divertimento







DJ DADO-THE ALBUM 1996, CUDOWNA PLYTKA COS NA STYL ROBERTA MILESA